W objęciach nałogu
Narkomana łatwo rozpoznać. Podziurawione ręce, roztrzęsione dłonie. Często widzimy ich na dworcach, przystankach, tanich barach, za rogiem sąsiedniej kamienicy. A alkoholicy? Ciężko nie sklasyfikować kogoś, kogo wiecznie widzi się idącego tropem węża po chodniku, pijakiem. Wtedy określenie to samo ciśnie się na usta. Tymczasem mechanizm "internetowego" nałogu od początku do końca przedstawia się tak samo, jak w wyżej wymienionych przypadkach. Zaczyna się od chęci spróbowania czegoś nowego. Zwykła ciekawość. Po czasie przechodzi się z tym do porządku dziennego. Surfowanie po stronach WWW, czatowanie i pisanie e-maili stawiane jest obok codziennych czynności, aż eskalacyjnie zdobywa nad nimi wartościową przewagę. Normalne życie traci na wartości, ustępując miejsca wirtualnej rzeczywistości, aż zaczyna w końcu przeszkadzać. Wtedy dla uzależnionego pojęcie normalnego życia ma już inne znaczenie - takie samo jak dla alkoholika czy narkomana. Tyle że butelkę wody ognistej zastępuje monitor, a strzykawkę - myszka. Znaczenie słowa uzależniony pozostaje niezmienne, zmienia się tylko przedmiot nałogu.
